niedziela, 30 kwietnia 2017

Dla Splątanych ;)

W końcu czas na wpis, który od dłuższego czasu chodzi mi po głowie a przez wiele lat problem o którym opowiem był dosłownie na mojej głowie ;)
Mowa oczywiście o włosach które się plączą i skutecznie utrudniają życie. Każde czesanie kończy się złamanymi i wyrwanymi włosami. Jeśli dodatkowo uda nam się wysuszyć włosy na skutek złej pielęgnacji i stylizacji to siano-gąbka gotowa i sięgamy po nożyczki i w efekcie nasze włosy nigdy nie osiągają wymarzonej długości, struktury i stanu.
Niestety nie istnieje żadne abra-kadabra i włosy nie będą nagle cudowne ale wytrwałą świadomą pielęgnacją jesteśmy w stanie sprawić że nasze włosięta będą wyglądać tak cudnie jakby zaprzyjaźniona wróżka sypnęła na nie magicznym pyłem ;)
Jest to też początek serii recenzji produktów, więc zapraszam i miłej lektury ;)

Dzisiejsza pielęgnacja jest przeznaczona dla osób borykających się z następującymi problemami:
- spuszenie
- splątanie
- wysuszenie
- przetłuszczanie (spowodowane nadmiernym wysuszeniem skalpu)


PIELĘGNACJA CODZIENNA

Podstawą pielęgnacji jest szampon. Ja osobiście uwielbiam szampony ziołowe, ale tym razem nie one będą na pierwszym planie. Włosy które się plączą najlepiej potraktować silikonami, zazwyczaj nie jestem fanką szamponów z silikonami, jednak czasami stan włosów (zniszczone) lub ograniczony czas, który wymusza na nas użycie tylko szamponu warto wypróbować pewien szampon od Pantene (intensywna regeneracja). Szampon ten dzięki SLS i SLES dokładnie oczyści włosy z nadbudowanych silikonów, czy produktów do stylizacji, jednak dzięki swojemu składowi nie zostawi "gołych" nieosłoniętych niczym włosów. Polecam stosować co jakiś czas (codziennie w przypadku włosów bardzo zniszczonych), ale do codziennej pielęgnacji (włosy których kondycja już się poprawiła) raczej wybrałabym szampon ziołowy lub po prostu łagodny.



Skład sprawdzony, dość mocno myjący szampon,
nie zawiera alkoholu jak inne wersje z tej linii,
(przy zakupie zwróćcie uwagę czy jest napisane intensywna regeneracja). 
Koszt kilkanaście złotych.


Kolejnym ważnym punktem w pielęgnacji naszych plątliwych włosków jest odpowiednia odżywka nawilżająca i dociążająca. Tu zaproponuję wam moje nowe odkrycie, maska zakupiona w Naturze stosowana po każdym myciu jako odżywka (stosuję odżywki w systemie zamiennym co tydzień inna). Jeśli macie problem z klapniętymi włosami to radziłabym ostrożność, jednak jeśli wasze włosy cierpią na spuszenie, splątanie, wysuszenie lub nawet na przetłuszczanie (spowodowane nadmiernym wysuszeniem skalpu) to ta odżywka może się okazać waszym najlepszym przyjacielem :)



Sympatyczny skład pełen nawilżających ekstraktów
i nie zawierający złych alkoholi :) 
Koszt kilkanaście złotych.


Jednym z moich największych grzechów włosowych jest czesanie włosów gdy są jeszcze mokre, gdy tego nie zrobię układają się dziwnie. Staram się minimalizować zniszczenia korzystając z odżywek w sprayu bez spłukiwania do rozczesywania włosów. Zdecydowanie nie zalecam czesania mokrych włosów, jednak polecam stosowanie na dosychające włosy sprey'ów aby czesanie było przyjemniejsze, nie niszczyło tak bardzo włosów i szczotka gładko sunęła po włosach. 



To odżywka którą używam obecnie, znowu sympatyczny
skład pełny nawilżaczy, silikonów i pozbawiony szkodliwego alkoholu.
Koszt ok 10 zł.

Ostatnim punktem jest zabezpieczenie włosów olejkami, które w największym stopniu opierają się na silkikonach i to jest ich siła. Włosy są gładkie, czesanie przebiega gładko, uszkodzenia mechaniczne (takie jak przycięcie włosów zamkiem od kurtki czy bluzy, lub przytrzaśnięcie ich paskiem torby czy plecaka) nie są tak bardzo niszczące dzięki warstwie ochronnej. Lubię myśleć o tym produkcie jako ochraniaczu na włosy i nawet gdy bardzo się śpieszę i używam tylko szamponu staram się znaleźć te dwie minutki na roztarcie kropelki tego specyfiku na końcówki (w szczególności) i na długość włosów (unikamy działania przy skalpie -> będzie obciążać). 



Zamieszczam tu używany przeze mnie olejek ARGANOIL zakupiony za 5-6 zł
w Biedronce o sensownym składzie w tym typie produktów
(dużo silikonów, troszkę oleju i brak alkoholu).


PIELĘGNACJA COTYGODNIOWA


Olejowanie jest moim zdaniem świetnym pomysłem gdy nasze włosy są splątane, jednak jest jedno ale. Niezwykle istotne jest aby olejować takim olejem z którym nasze włosy się "polubią". Z włosami jak z ludźmi, tak do siebie podobni a tak różni. Olej który używa przyjaciółka i twierdzi, że jej włosy nigdy nie były w tak dobrej kondycji na głowie, drugiej może skończyć się smutnymi rozdwojonymi końcówkami. Gdy włosy kiepsko reagują na olej widzimy to od razu:
- przesuszenie
- rozdwojone końce
- spuszenie
- wzmocnione przetłuszczanie
- i pewnie wiele innych, obserwujcie swoje włosy a zawsze będziecie wiedzieć gdy coś im nie służy.

Zachęcam do kupowania olejów z koleżankami, jak jednej coś nie będzie pasowało to zawsze można się wymienić i wypróbować innych rzeczy nie kupując od razu całej butelki ;)
Z moich obserwacji wynika, że olejowanie raz na tydzień jest najbardziej optymalne. Moje włosy dobrze czują się naolejowane na noc i umyte następnego dnia, jednak wiem, że nie dla wszystkich włosów tak długa ekspozycja będzie miała pozytywne skutki, dlatego jeszcze raz namawiam do obserwacji swoich włosów oraz do eksperymentowania ;) 
Pokazywałam już buteleczke z pipetą, która jest naprawdę niezastąpiona jak chodzi o dokładne pokrycie włosów, jednak wygodnym rozwiązaniem jest również olejek w buteleczce z pompką. Nie mamy ochoty tracić czasu na żmudne pokrywanie włosów olejem, nabieramy 1-2 pompki i wcieramy na długość i na końce włosów. Cała procedura zajmuje ok 2 min.



Zakupiony za 5-6 zł w Biedronce, polecam dla włosomaniaków,
którym wiecznie brakuje czasu ;)


Maska o naprawdę dobrym składzie, cudownym działaniu. Bomba witaminowa, która sprawia, że nasze włosy czują się dopieszczone w każdym calu. Każda włosomaniaczka w końcu znajduje taką maskę bez której nie wyobraża sobie życia i to jest właśnie czas dla niej, ten jeden dzień w tygodniu. Nakładamy ją na włosy i trzymamy nawet do godziny (często producent zamieszcza informację o trzymaniu takiej maski na włosach przez 3 min. i muszę prosić o zignorowanie tego czasu, im dłużej nasza maska spędzi na naszych włosach tym lepiej dla nich). Bardzo dobrze gdy posiadamy czepek (termocap) pod którym odpowiednia temperatura sprawia że nasze łuski się rozchylają i składniki z maski mogą swobodnie przedostać się do struktury włosa. Po takim zabiegu należy jak zawsze spłukać włosy letnią wodą aby łuski odpowiednio domknąć. 



Moja ulubiona maska, zawsze dodawana do henny.
Polecam każdemu (jest też wersja dla blondynek).
Koszt kilkadziesiąt złotych, do kupienia w aptece.

Powyżej zamieściłam kompletną pielęgnację dla włosów spuszonych, splątanych, wysuszonych i przetłuszczonych, o ile wynika ona z nadmiernego przesuszenia, czy też wydzielania zbyt małej ilości sebum. Jest to moja własna kompozycja, która sprawdza się na moich włosach, jednak nie ma gwarancji, że sprawdzi się również na waszych. Uważam, że warto próbować nowych produktów i eksperymentować aby znaleźć produkty idealnie dopasowane do nas. Należy pamiętać, że wraz ze świadomą, dobrze dobraną pielęgnacją kondycja włosów będzie się poprawiać, a więc po pewnym czasie okazać się może, że potrzebne są nam kosmetyki o innej specyfice, innym przeznaczeniu. Mam zasadę, że gdy świetny kosmetyk się skończy, nie kupuję od razu tego samego ale wypróbowuję inny, lub sięgam po inny sprawdzony, pamiętając o tym, że włosy aby były piękne potrzebują wielu składników, a stosując kosmetyki zamiennie zwiększam prawdopodobieństwo dostarczenia im wszystkiego co potrzebują. 

Efekty pielęgnacji:
- Dociążenie (włos jest cięższy przez wypełnienie ubytków keratynowych oraz nawilżenie. Denerwujące, odstające włoski na długości pod wpływem swojego ciężaru kładą się potulnie a nasza fryzura zyskuje schludny wygląd).
- Nawilżenie
- Włosy są bardziej proste (ciężar + uzupełnienie ubytków keratynowych)
- Łatwiejsze w rozczesywaniu
- Wygładzenie
- Mniejsze elektryzowanie się

Stosowaliście któryś z tych kosmetyków, a może jakieś polecacie? Wypowiedzcie się, niech nasza wiedza rośnie ;)
Macie jakieś pytania? Chętnie odpowiem ;)

Pozdrawiam!




wtorek, 7 marca 2017

I ty Kallosie przeciwko mnie?


Piszę w końcu post do którego zbierałam się od dawna, trzeba w końcu powiedzieć to głośno - producenci kosmetyków (do włosów i nie tylko) chwalą się na przedzie opakowania np brakiem silikonów albo zawartością drogich olejów i innych cudownych rzeczy. Początkująca osoba w temacie włosomaniactwa po prostu weźmie to "cudo" z pułki i z najwyższą przyjemnością będzie używać produktu, który może wcale nie być tak dobry jak na pierwszy rzut oka może się wydawać. 
O jakim zagrożeniu skrytym w składzie mowa? Oczywiście o alkoholach, które mają działanie wysuszające. 
Nie po to nawilżamy, olejujemy, dbamy a nawet czeszemy włosy delikatnymi szczotkami, aby zawarte w tak wielu produktach alkohole udaremniały całą robotę. Musimy pamiętać, że włos wysuszony to włos który szybciej się rozdwaja, łamie i robi się matowy, czyli przeciwieństwo tego co chcemy osiągnąć :)
Zwykle na blogach, filmikach i innych włosowych stronach wypisuje się absolutnie wszystkie rodzaje alkoholi, te dobre alkohole tłuszczowe i te złe wysuszające, jednak postanowiłam tego wam oszczędzić i wypisać te wysuszające, które dodawane są najczęściej i gdy nie chce nam się studiować dokładnie składnik po składniku możemy po prostu wyszukać wzrokiem tego co chcemy unikać a są to:

- Alcohol Denat
- Benzyl Alcohol
- Isopropyl Alcohol
- Ethanol Alcohol 

Przestrzegam jednak przed paniką za każdym razem gdy w składzie zobaczymy wyraz Alcohol gdyż tak jak wspomniałam wyżej istnieją też alkohole tłuszczowe, które dobrze działają na włosy, skórę itd. przykładem takiego alkoholu jest Cetearyl Alcohol, którego znajdziecie praktycznie wszędzie i nie należy się go i jego podobnych obawiać :)

Do napisania tego posta nakłoniła mnie jakiś czas temu sytuacja w której chciałam jak zwykle wziąć z pułki zaufanego Kallosa ale postanowiłam zerknąć na skład i po chwili brałam do ręki każdego Kallosa jakim dysponował ten punkt Hebe i byłam w szoku nie znalazłam żadnego bez Benzyl Alcohol w składzie.


Benzyl Alcohol 3 od końca w składzie


Po pierwszej fali przerażenia gdzieś pojawił się ten głosik rozsądku, że przecież jest on na 3 od końca miejscu w składzie i że nie może tego być wiele w produkcie, jednak wolałabym gdyby nie było go wcale. Proponuję wam przyjrzeć się składom waszych produktów do włosów i jeśli mają w sobie wyżej wymienione i wytłuszczone nazwy to zastanowić się czy warto kupić ten produkt ponownie. Bo nie namawiam do wyrzucenia nagle wszystkiego do kosza, raczej zużyć to co macie i następnie skusić się na ciekawszą propozycję a mamy ich na rynku wiele! :) 

W najbliższej przyszłości planuję porobić recenzje produktów do włosów (wraz z analizą składu) abyście wiedzieli jakie produkty warto wypróbować :)

Jeśli macie jakieś pytania czy propozycje produktów do testów śmiało piszcie, na pewno odpiszę! :)

Pozdrawiam! 

środa, 25 stycznia 2017

Drożdżowe Love



Pijemy drożdże na porost i wypadanie


Jak pewnie większość z was wie jest wiele zalet picia drożdży. Jednak dla tych, którzy ich nie znają, są to takie działania jak:
- zminimalizowanie wypadania
- wysyp baby hair 
- wzmocnienie włosów (rosną jakościowo lepsze)
- szybszy porost

Pomimo opisywania działania drożdży i wielu instrukcjach obsługi nadal część osób sporządza drożdżową miksturę w sposób niepoprawny co niestety daje odwrotny efekt poprzez zamiast uzupełnienie witamin to ich usunięcie z organizmu. Należy pamiętać że drożdże są bardzo aktywne i aby działały tak jak chcemy należy najpierw je zabić. Jak poprawnie przygotować drożdże do spożycia aby dobrze działały na włosy, dowiecie się poniżej. 

Ale zanim zacznie się terapię drożdżową należy wiedzieć kilka rzeczy:
- przyśpieszamy porost włosów na całym ciele, nie tylko na głowie!
- ważna jest systematyczność, bez systematyczności nie ma efektów!
- dobrze jest stosować system 3/1 - 3 tygodnie pijemy, tydzień przerwy i znowu.
- jeśli farbujecie włosy musicie się przygotować na częstsze farbowanie - bo efekty są i odrost staje się szybko widoczny.
- drożdże muszą być zabite wrzątkiem aby dobrze działały a nie szkodziły.
- drożdże mają paskudny smak, znam jednak ze 2 osoby którym z marszu zasmakowały (dziwne mocno). Jednak z doświadczenia wiem że większość osób jest w stanie się do niego przyzwyczaić :)
- drożdże oddziałują nie tylko na włosy ale też skórę i paznokcie i o ile szybszy porost paznokci raczej nie będzie nikomu przeszkadzał, tak początkowe oczyszczenie skóry (wyrzucenie wszystkiego ze środka = wysyp) już może być problematyczne. Naturalnie w dłuższej perspektywie skóra powinna prezentować się dobrze ale jednak początki mogą być trudne :)

Czy opłaca się stosować drożdże? Zdecydowanie tak, tak dużo korzyści za tak małą cenę! Nie jest znowu tak dużo tak tanich rozwiązań w dodatku tak łatwych w przygotowaniu, nic nie trzeba mielić, zostawiać do leżakowania na kilka godzin ani innych czasochłonnych lub trudnych czynności. 

Już przekonani? Bo ja na pewno, już od dzisiaj zaczynam pić drożdże i mam zamiar udokumentować jakie efekty udało mi się osiągnąć, oczywiście będę prowadzić pomiar pasemka kontrolnego bo przyrost zwykle interesuje wszystkich najbardziej ;)
Zwrócę też szczególną uwagę na wypadanie z którym zmagam się od dłuższego czasu.

A teraz arcyprosta receptura, wytłumaczę bardzo łopatologicznie aby nikt nie miał wątpliwości, jednak jeśli pojawią się pytania chętnie na nie odpowiem :)

~ Procedura:

1. Kupienie drożdży, dostaniecie je w każdym sklepie i są ultra tanie :) 

Zwykłe drożdże piekarskie

2. Pokrojenie drożdży na porcje (pierwsze opakowanie kroję na 8 części aby powstrzymać nasilenie skutków ubocznych (wysyp), potem na 6 części przez całą kurację.

Na tym zdjęciu wyglądają trochę jak czekolada,
ale nie dajcie się zwieść :D

Jedną kosteczkę (na początku 1/8 potem 1/6) wkładamy do kubka/ szklanki, nie za duże, do 250 ml ;) Gdy dzielimy na 1/6 pijemy rano i wieczorem, jeśli chcemy pić raz dziennie to 1/4 lub 1/3 kostki :)


Taką kosteczkę zalewamy wrzątkiem (im więcej płynu tym mniej intensywny bardziej znośny smak, im mniej płynu tym szybciej to przełkniecie). To musi być wrzątek aby mieć pewność, że drożdże zostały zabite. 

Pamiętajcie o dobrym wymieszaniu,
nie może być żadnych grudek!

Drożdże po zalaniu wrzątkiem zostawiamy do ostygnięcia aż zrobią się letnie lub wręcz zimne. Wtedy mają mniej intensywny smak i są łatwiejsze do zaaplikowania (wypicia) ;)

Zapraszam wszystkich chętnych do picia ich razem ze mną, jeśli zdecydujecie się to robić i mierzyć swoje efekty, chętnie umieszczę je na blogu :)

Pasemko kontrolne: 26.01.2017 - 26 cm.

Pozdrawiam!



wtorek, 13 grudnia 2016

Duet do zadań specjalnych


Aloes i Argan w jednym stały domku...




Ostatnio zamówiłam olej arganowy i ekstrakt z aloesu aby wypróbować ich działanie na włosach. Zakupiłam je w sklepie e-naturalne.pl.
Po odkręceniu oleju arganowego zalał mnie straszny zapach, najbardziej przypominał mi dziwny zapach orzechów i niestety kozich odchodów. Z opisu możecie wnioskować, że przyjemny zapach to nie jest :) Jednak zapach ten, chociaż okropny daje mi pewność, że w istocie jest to olej arganowy, oraz że nikt nie potraktował go wysoką temperaturą dla zabicia zapachu, co naturalnie zabrałoby wszystkie fajne właściwości dla których kupujemy ten nie najtańszy w końcu olej :)
Stężony aloes (10:1) natomiast pachniał apteką w starym wydaniu, mój nos nie był zachwycony takimi aromatami :)
Niezrażona zapachami naolejowałam włosy od ucha po końce olejem arganowym i zaplotłam je w warkocze i zostawiłam na noc. Włosy nasączone olejem śmierdziały okrutnie, jednak zaśnięcie w otoczeniu tego zapachu nie sprawiło mi problemów, nos przyzwyczaił się i o ile nie zbliżałam warkoczy do niego to nie odczuwałam dyskomfortu związanego z nieprzyjemnym zapaszkiem. 



Aplikacja była łatwa dzięki opakowaniu, buteleczka z nakrętką, która jest jednocześnie pipetą - prawdziwe niebo! Nie chce już olei bez takiego opakowania, zupełnie inny komfort olejowania! :)


Następnego dnia z pewnym przerażeniem zdałam sobie sprawę, że włosy nadal nie wytraciły zapachu, obawiałam się, że włosy przesiąkną tym zapachem. 
Natychmiast rzuciłam się by umyć moje włosy szamponem ziołowym i do odżywki dodałam kilka kropel wyżej wymienionego ekstraktu z aloesu.
Włosy jak (prawie) zawsze wyschły same i efekty były spektakularne, (co widać na zdjęciu zamieszczonym poniżej). Włosy były wybłyszczone, elastyczne, nawilżone i prezentowały się naprawdę dobrze.




Włosy nie elektryzowały się, nie puszyły, były odpowiednio dociążone. Moje "końcówki" a dokładnie mówiąc 12 cm rozdwojonych, przesuszonych i pamiętających rozjaśnianie włosów, po zastosowaniu takiej pielęgnacji włosy wyglądały tak jakby nie były zniszczone, może być to opcja dla tych osób, które nie chcą ścinać zniszczonych włosów a jakoś rozczesywać je trzeba :)
Jednak ja uważam że mocno zniszczone włosy należy ściąć i tak też zrobiłam ja, uznałam, że dość już maskowania ich stanu i czas obciąć końce nie do odratowania. Skupić się na pielęgnacji pozostałych i zacząć stosować produkty na porost włosów. Czaję się teraz na szampon i maskę z kapsaicyną (z ostrych papryczek). Tymczasem postanowiłam zadbać też o suplementy i kupiłam calcium pantothenicum na porost i ograniczenie wypadania (z którym od miesięcy mam spory problem). Zobaczymy jakie będą efekty :)


Calcium pantotenikum to witaminka B5 która bierze udział w regeneracji i procesach wzrostowych organizmu. Lepsze mają być po nim włosy, paznokcie i skóra. 


Moje włosy po podcięciu prezentują się tak:



Jak się zapatrujecie na ten duet - argan i aloes? Macie ochotę spróbować? Napiszcie koniecznie swoje zdanie i ewentualne pytania w komentarzu :)

Pozdrawiam :)



piątek, 20 maja 2016

Włosowa aktualizacja :)

CHAOTYCZNA PIELĘGNACJA


Od dwóch miesięcy robię sporo aby zwiększyć porost moich włosów. Zaczęłam od siemienia lnianego i na początku szło mi nieźle później jednak systematyczność odeszła w zapomnienie. Często nakładałam różne maski i odżywki na dłuższy czas a kilkukrotnie dodałam do nich troszkę oleju rycynowego. Dodatkowo miałam w tym czasie 2 farbowania henną i raz nałożyłam wcierkę z Green Pharmacy - Olejek łopianowy z czerwoną papryką. 
Niestety moje włosy ogłosiły mi bunt i zaczęły wypadać i to w sporych ilościach. Raczej był to efekt naturalny jednak nie mogę wykluczyć czynników zewnętrznych. Wtedy właśnie postanowiłam użyć oleju rycynowego (dodawanego kilka kropel do maski) i muszę przyznać, że ogarnął wypadanie w dużym stopniu. Jednak postanowiłam na jakiś czas zrezygnować z polepszaczy porostu, może z wyjątkiem oleju rycynowego. Piłam też skrzyp, choć znowu nieregularnie.
Jednak moim włosom od wszystkiego co napisałam wyżej polepszyło się zdecydowanie, np. te krótkie włoski opadające na szyję urosły mi do 20 cm (najkrótsze) - 28 cm (najdłuższe). Są zdecydowanie cieńsze od reszty i mające więcej skrętu ale myślę, że przy dalszej dobrej pielęgnacji będzie z nimi lepiej. 
Wcześniej w obwodzie w kucu miały 6,3 cm, teraz 6,7 cm. Więc ewidentnie widać, że zastosowanie polepszaczy porostu było skuteczne. Moje pasemko kontrolne było kiedyś pasmem włosów niewiele nad szyją i niestety pasemko to zgubiło się w nowych włosach (czy też raczej ich wyspie). Trudno więc jest ocenić ile faktycznie moje włosy urosły. Kiedy znalazłam je w końcu po zmierzeniu okazało się że ma 30 cm. Więc moje włosy urosły ok 3 cm w 2 miesiące. Oznacza to że zwiększyłam porost swoich włosów z 1 cm na miesiąc na 1,5 cm jeśli chodzi o włosy które już były długie i to przy braku systematycznego stosowania określonych produktów. Natomiast te przy szyi urosły naprawdę dużo, niestety nie zmierzyłam ich wcześniej więc nie wiem dokładnie ile.
Dodatkowo moje włosy wyglądają bardzo dobrze i zdrowo. Na dowód ich zdjęcie, które zostało wykonane w świetle dziennym, więc kolor nie jest przekłamany i możecie zobaczyć jak wygląda efekt zmieszania henny z hibiskusem.



Podsumowując:
1. Siemie lniane - wydaje się dobrym pomysłem o ile jesteście w stanie je zjeść w jakiejś formie, u mnie po pewnym czasie patrzeć na to nie mogłam, choć nadal mam nadzieję spróbować dodać go choć troszeczkę do porannej owsianki
2. Olej rycynowy - opanował wypadanie i zdecydowanie pozytywnie wpływał na skórę głowy i włosy - mam zamiar nadal stosować go co tydzień dodanego do maski.
3. Wcierki - mam zamiar zmusić się do regularnego ich stosowania, wiem że działają (choć u każdego inaczej). Tylko trzeba wyrobić sobie nawyk, dwa razy na miesiąc nie rozwiązuje sprawy.
4. Maski i odżywki na dłuższą ilość czasu (chociaż na pół godziny) - sprawiają, że włosy są po prostu w dobrym stanie i możemy zapuszczać je bez strachu, że zaraz będziemy musiały podciąć wszystko co udało się zapuścić bo końcówki w agonalnym stanie ;)
5. Picie skrzypu - świetne, nie dość że herbatka dobra w smaku to jeszcze z każdym łykiem robi coś dla włosów, skóry i paznokci; warto pić skrzyp i pokrzywę. na zmianę. Zdecydowanie wprowadzę te dwie herbatki na stałe. 
Kiedy patrzycie na pielęgnacje którą uskuteczniałam przez ostatnie 2 miesiące to widzicie, że jest bardzo chaotyczna i brak w niej systematyczności, która przecież niezbędna powinna być do tego aby mieć jakiekolwiek rezultaty. I oczywiście regularne stosowanie produktów zapewni nam o wiele lepsze efekty, jednak takie chaotyczne również może coś dać i powolutku wdrażać można niektóre elementy do normalnej pielęgnacji. Tak że nawet nie zauważymy kiedy, tak jak nie zastanawiamy się nad tym, że trzeba użyć szamponu, tak i pewnego dnia po prostu wypijemy skrzyp czy wetrzemy wcierkę bez zastanawiania się. 
Ten wpis jest specjalnie dla wszystkich tych którzy żyją w biegu (tak jak i mi się zdarza) i nie podejmują pielęgnacji włosów gdyż uznają że skoro brak regularności to brak efektów to nie warto nawet zaczynać, i marzą tylko o pięknych włosach. Ja wam mówię że warto i mam nadzieję, że kogoś tym zainspiruję i więcej włosów będzie pięknych i więcej was drodzy czytelnicy będzie cieszyło się wspaniałym stanem swoich włosów.


Pozdrawiam :)

czwartek, 31 marca 2016

Krótkie Cięcie!

Kiedy obcinać włosy jak nie wiosną?

Roślinki wypuszczają młode, zieloniutkie pędy, wszystko budzi się do życia i zaczyna wyglądać pięknie po zimowych szarościach. Zakładam, że każdemu zdarza się taki moment, że chcemy coś zmienić, wprowadzić trochę świeżości i najczęściej pada na włosy.
Po pierwsze apeluje aby nie zrobić sobie krzywdy i dla kaprysu ściąć efekty np. trzyletniego zapuszczania a potem płacz i oczekiwanie, że włosy magicznie odrosną w tydzień, bo to tak po prostu nie działa. Jednak wiadomo czego byśmy ze swoimi włosami nie robiły i tak w efekcie końcówki rozdwoją się i wręcz należy wtedy udać się do fryzjera aby pęknięcia z końców nie przeszły w górę włosów i powodowały rozliczne tragedie na całej długości. 
Naprawdę chłosta dla każdego kto uskutecznia długość kosztem jakości! Włosy poszarpane i zniszczone wyglądają nieestetycznie oraz zdecydowanie jedynie przeszkadzają w otrzymaniu pięknych długich włosów. 
Moim zdaniem każdy na włosach powinien mieć to co mu się podoba, czy jest to długa czy krótka fryzurka. Zdecydowanie lepszą opcją są włosy krótsze i zdrowe od tych długich, których czasy świetności dawno już minęły. Jak wszyscy (mam nadzieję) wiemy, istnieje wiele sposobów aby włosy dłużej cieszyły się dobrym stanem i wyglądem, jednak  nic nie uchroni nas od obcięcia zniszczonych końców co jakiś czas. 
Włosy krótkie, mogą pomóc w nadaniu nam dynamicznego wyglądu i żywotności, dzieje się tak chociażby dlatego że włosy takie znacznie odbijają się od skóry głowy. Krótkie włoski są również dużo łatwiejsze w myciu i nakładaniu różnych specyfików zarówno na długość jak i na skórę głowy, nie zapominając o tym że twarz wygląda na pełniejszą (uwaga: u niektórych osób zaowocuje to tym że twarz będzie wyglądała na grubszą). 
Jednak nie wolno zapominać o wadach, skrócone włosy to często włosy falujące się, a nie każdy skręty jak wiadomo lubi i niestety może się to skończyć wzmożonym korzystaniem z prostownicy, która jak wiadomo czyni straszliwe spustoszenie na włosach, w ogóle wbrew pozorom może być więcej problemów ze stylizacją gdyż stać mogą się niesforne i powyginane w niepożądane strony.
Decyzja o drastycznym ścięciu włosów zdecydowanie jest tą, którą nie powinno się podejmować pod wpływem chwilowego kaprysu, warto się zastanowić czy oby na pewno jest to najlepsza dla nas opcja. 
Więc na pytanie: ścinać czy nie ścinać?
Odpowiadam: ścinać ale z głową.
Jakieś pytania? Śmiało piszcie w komentarzu, na pewno odpowiem!   

sobota, 5 marca 2016

Henna - Pierwsze starcie



Zachwycona czerwonym kolorem włosów, postanowiłam sprawić sobie taki i to naturalnymi sposobami. W tym celu zamówiłam sobie naturalną hennę i sproszkowanego hibiskusa w Cedrowej Szpatułce. Dostałam tam prawdziwą hennę za mniejsze pieniądze niż osławiona henna khadi. Moja przesyłka spóźniała się (dlatego też farbowanie przeprowadzone zostało 05.03.2016 gdy miałam czas, a nie wcześniej).
Zaniepokojona brakiem przesyłki na czas napisałam wiadomość do sklepu i w rekompensacie dostałam w gratisie wspaniałe mydełko (mam zamiar wypróbować go również na włosach, bo ponoć można :D). Produkty nadesłane prezentują się bardzo dobrze i cena nie jest odstraszająca. Sklep jak najbardziej polecam.
Poniżej zamieszczam zdjęcia przesyłki.






Z tego co mi wiadomo jak dotąd żadna blogerka nie łączyła henny i hibiskusa. Jeśli coś pominęłam przykro mi, jednak zapewniam że spędziłam kawał czasu na poszukiwaniach i niestety nie znalazłam wiele.
Tak więc po wielu poszukiwaniach jak sobie hennę do farbowania przygotować uznałam, że na każdy centymetr moich włosów wezmę 2g henny; 
a) moje włosy mierzą 30 cm więc odmierzyłam staranie 60g henny
b) i dorzuciłam 10g hibiskusa. 
c) Następnie uznałam że dobrze byłoby zalać hennę "herbatką"  z hibiskusa więc w niej mogło się kryć dodatkowe 5g hibiskusa.
d) Dodałam sok z całej cytryny
 i mieszałam moją papkę czując się jak czarownica szykująca wywar na specjalną okazję. Mieszałam dość długo i miałam problem z pozbyciem się grudek, co frustrowało. Zeszło mi na to chyba z pół godziny. Po mieszaniu papka prezentowała się tak:




Zapach papki kojarzył mi się z uśmierconą cytryną, nie wiem dlaczego. Dodałam do niej (na oko) cynamonu i słodkiej papryki. Konsystencja wydawała mi się zbyt rzadka, jednak miałam nadzieję, że do rana zgęstnieje. Zostawiłam ją więc na noc blisko włączonego kaloryfera.
Rano odkryłam, że moja papka nie zgęstniała, więc postanowiłam dodać do niej ciepłej (nie gorącej!) wody i dodać henny - nie mam pojęcia ile jej dodałam, w każdym razie sporo. Efekt był podobny do tego co zastałam rano tylko z tym wyjątkiem, że teraz papki było więcej. Miała piękny kolor czekolady, jednak zapach najlepszy nie był, ale o ile nie węszyłam intensywnie to nie przeszkadzał mi on. Uznałam, że moja papka za nic w świecie nie zgęstnieje, więc przystąpiłam do nakładania tego na włosy. Na początek umyłam włosy Barwą (czarna rzepa). Często słyszałam ostrzeżenia że można zapaskudzić całą łazienkę jednak nie uwierzyłam do czasu gdy przekonałam się na własnej skórze. Moja papka oprócz moich włosów pokrywła dosłownie wszystko, od wanny przez umywalkę na schnącym praniu kończąc. Winna była konsystencja, następnym razem uprę się ogarnę proporcje wody, lub zastąpię ją jakąś maską bez silikonów i olejów i będzie gęstsza i uniknę masakry jaka rozegrała się podczas nakładania sławnej papki.
Ciekawostka: papka która upadła na przebarwienia na wannie usunęła je zostawiając bialutką wannę :D
Włosy owinęłam folią spożywczą i opaską uciskową i miałam zamiar tak siedzieć przez 4h.
Po 1,5h czułam się skrępowana konstrukcją utworzoną na głowie więc poluzowałam bandaż. Po 2,5h czułam dość bolesny ucisk na uszy i po 3h pojawił się poważny kryzys czy już tego nie spłukać. Jednak w tym właśnie momencie zrobiłam sie głodna więc poluzowałam konstrukcje na uszach i zrobiłam obiad i go zjadłam i tak wytrwałam 4h! :)
Włosy spłukałam samą wodą, nie trwało to tak kosmicznie długo jak się spodziewałam. Natomiast włosy w dotyku były "tępe". Ładnie lśniły ale rozczesanie (szczególnie przy moich z natury plątliwych włosach) przedstawiało spory problem dlatego też zdecydowałam, że spryskam je Radicalem (ten z pszenicą). Po rozczesaniu wysuszyłam suszarką, czego zwykle nie robię, jednak ponoć po hennie warto dostarczyć im troszkę ciepełka. 
Efekt na włosach: ciemno rudy, następnym razem zdecydowanie dodam więcej hibiskusa!
Włosy po tym zabiegu prezentowały się tak:


Kolor na zdjęciu jest przekłamany, w rzeczywistości kolor jest ciemniejszy i podchodzi pod czerwień. Końcówki są również rude, jednak aparat wyłapał brązowy poblask po wcześniejszej (chemicznej) koloryzacji. Natomiast zdjęcie bardzo dobrze pokazuje jaki mam już odrost od chemicznych farb. Jestem ciekawa jaki efekt będzie następnym razem (a będzie na pewno). 
Ps: włosy nie wyglądają najlepiej przez brak szamponu i odżywki. Po nawilżeniu będą się prezentować znacznie lepiej.
I czeka mnie 48 godzin utleniania się henny i do zobaczenia ostatecznego efektu. Gdy ten czas minie dodam zdjęcie jeśli będzie się istotnie różnił od powyższego (powinien ściemnieć).

Pozdrawiam! :)