niedziela, 24 września 2017

Henna - podsumowanie po 18 miesiącach hennowania

A zatem nadszedł ten dzień gdy czuję się już weteranką farbowania włosów henną. 
Wiem co, ile, czego i dlaczego ;)
Jeśli interesujesz się farbowaniem henną i zastanawiasz się czy to robić, albo już się zdecydowałaś/ zdecydowałeś, ale jeszcze nie wiesz co i jak, to zapraszam na wyczerpującą relację wraz z podsumowaniem.

Przez 18 miesięcy farbuję włosy henną z częstotliwością raz na miesiąc. Zaczęłam od farbowania henną z dodatkiem hibiskusa, co dało efekt rudo-czerwonych włosów, następnie naszła mnie ochota na ciepłe brązy, więc zaczęłam do mieszanek dodawać indygo, dzięki czemu otrzymałam ciepły brąz z czerwonymi błyskami gdyż nadal dodawałam hibiskusa, a w tym momencie znowu zrezygnowałam z indygo i wróciłam do henny z hibiskusem (tym razem więcej hibiskusa w mieszance) aby osiągnąć rudo-czerwone włosy ale tym razem jak najbardziej czerwone jak się da.
Zatem dzięki wykorzystaniu składników naturalnych takich jak henna, hibiskus, indygo możemy osiągnąć barwy od ładnej naturalne wyglądającej rudości przez rudo-czerwienie aż po ciepłe brązy i czerń.

Hennować czy nie hennować?

Argumenty na TAK

- włosy są bardziej miękkie, błyszczące
- włosy lepiej się układają i są prostsze 
- włosy są grubsze (efekt otulenia przez henne)
- nie plączą się tak
- ujarzmione odstające baby-hair
- piękny, żywy, naturalnie wyglądający kolor
- cena
- piękna tafla włosów
- możliwe pojawienie się baby-hair
- odżywienie włosów

Argumenty na NIE

- kręcone włoski mogą się rozprostować na skutek uzupełnienia ubytków 
- nie każdemu odpowiada taki kolor (rudy, rudo-czerwony, ciepłe brązy, czerń)
- nie dla osoby lubiącej często zmieniać kolory, a henna i farba nie lubią się (zagrożenie zielonym włosem)
- kolor włosów wciąż się zmienia, nie do końca przewidzimy efekt końcowy, nie każdy to lubi 
- henna po 2-3 użyciach jest trwała i długo wypłukuje się z włosów, problematyczne przejście z henny na zwykłe farbowanie (wykonalne ale czasochłonne, dlatego musimy być zdecydowani)
- proces hennowania jest stosunkowo długi w porównaniu z drogeryjnymi farbami [ok 1h na przygotowanie "papki", 12h odstawienia na noc (niektórzy redukują ten krok do 2-3h ale ja nie polecam), siedzenie z papką na głowie ok 3 godzin, następnie po spłukaniu przez 48h nie można umyć włosów (nie powinno się gdyż henna się utlenia w tym czasie)]
- zapach

Więcej w tym momencie nie przychodzi mi do głowy, henna ma swoje plusy i minusy, natomiast każdy musi sobie odpowiedzieć na pytanie co mu odpowiada. Ja jestem na tak jak chodzi o henne i przedstawię teraz cały proces hennowania gdy już wiem co i jak. Więc gdyby ktoś się zdecydował to będzie miał tu foto relacje i nie będzie musiał spędzić kilku godzin na szukaniu wszystkich niuansów po internetach ;)

PROCES HENNOWANIA

1. Potrzebne ci będą:
- henna (rude); henna + hibiskus (rudo-czerwone), henna+indygo (brązy, czernie)
- pojemnik NIE metalowy (polecam plastik), najlepiej o okrągłym kształcie, będzie się lepiej mieszało
- łyżka NIE metalowa (polecam drewnianą)
- cytryna lub sok z cytryny 100%
- nóż i widelec do wyciśnięcia soku z cytryny (lub wyciskarkę) (ale! wyciskajcie do miseczki, nie chcecie pestek w swojej papce!)
- kubek/ miseczkę jeśli zdecydowaliście się dodać hibiskusa lub indygo
- odżywka do włosów (bez silikonów i olejów w miarę możliwości)
- folia spożywcza
- stara czapka 
- rękawiczki (lateksowe, nitrylowe)
- szczotka do włosów
- ubranie które bez żalu możesz ubrudzić, nie da się tego uniknąć, ja mam specjalną koszulkę do farbowania
- coś do podłożenia pod pojemnik aby niczego nie ubrudzić
- mocno oczyszczający szampon (bez silikonów z SLS lub SLES), polecam tu ziołowe szmpony
- waga kuchenna, jeśli nie wiesz ile henny należy dodać
- ręcznik (najlepiej ciemny)

2. Foto relacja krok po kroku

Na początku najlepiej zgromadzić wszystko w miejsce gdzie planujemy przyrządzić hennową papkę. Najlepiej aby było to miejsce w którym możecie usiąść gdyż papkę miesza się przez ok 30 min. Gdy już wszystko jest na miejscu zabieramy się do pracy. Stawiamy pojemnik i odmierzamy odpowiednią ilość henny. Na pierwsze hennowanie polecam użyć więcej henny, aby mieć pewność że wszędzie będzie równomiernie pokryte. 

Taką ilość dodaję ja, włosy mam cienkie, jest ich sporo, długość do zakończenia łopatek.
Jest to duża czubata łyżka drewniana

Zawsze kłopotliwe jest ile henny powinniśmy użyć, gdyż każde włosy są inne, po kilku hennowaniach same uznacie jak wiele potrzebujecie jej użyć na włosy. Jeśli jest to wasze pierwsze hennowanie i nie wiecie jak podejść do tematu, polecam wziąć pasmo włosów (którekolwiek np z czubka, (ale! nie z grzywki, i nie pocieniowane, w przypadku mocno pocieniowanych włosów, znaleźć najdłuższe) zmierzyć je i zastosować wzór:
 2 x długość pasma = ilość henny w gramach
Z moich doświadczeń wynika, że przy zastosowaniu tego wzoru, henny jest więcej niż potrzebujemy, jednak na początek, lepiej aby było więcej jak mniej.
Zwróć uwagę ile tej henny jest, na łyżki, na kreskę w kubku z miarką, lub jakkolwiek inaczej gdyż w ten sposób następnym razem będzie wiadomo czy dodać więcej, czy mniej i o ile, tak aby w końcu osiągnąć optymalną dla siebie ilość i nie marnować produktu :)

Następnym krokiem jest wyciśnięcie cytryny i dodanie jej do henny. Robi się to po to aby rudy wchodził delikatnie w czerwienie, więc jeśli celujecie w jak najbardziej pomarańczowe pasma, możecie pominąć ten krok. Ja zawsze korzystam z noża i widelca, kroję cytrynę na pół i widelcem wyciskam wszelkie soki do miseczki, następnie dokładnie usuwam pestki z soku i dodaję do pojemnika z henną.




Następnie należy dodać wody lub jeśli chcemy rudo-czerwone włosy hibiskusa. Hibiskus zalewamy gorącą wodą, czekamy aż ostygnie do ok 80 stopni i dodajemy do henny (tzw test palaca, jeśli jesteś w stanie włożyć palec na chwilę i się nie poparzysz to jest ok; ja często na początku gotuję wodę i zalewam hibiskus, wtedy gromadzę potrzebną resztę odmierzam henne, zajmuję się cytryną, czekam chwilkę i temperatura jest odpowiednia (Pamiętaj! Nie zalewaj henny wrzątkiem gdyż może ona utracić swoje właściwości nadawania koloru). Wody ma być niewiele, jeśli przesadzisz to papka będzie miała zbyt rzadką konsystencję i nałożenie jej na włosy będzie koszmarem. Polecam nie przekraczać 100 ml. Jeśli na koniec będzie zbyt gęste to dolanie wody jest znacznie łatwiejsze. Konsystencja powinna przypominać kisiel.

Hibiskus zalany wodą, ok 100 ml (raczej mniej)

W tym wypadku konsystencja po dolaniu soku z cytryny i hibiskusa była zbyt gęsta,
 jednak w takim wypadku można spokojnie dolać wody (nie zbyt gorącej),
pamiętajmy o konsystencji kiślu, zanim zdecydujemy się jednak na dodanie wody, dodajmy odżywki.

Odżywka powinna być pozbawiona olejów i silikonów, ponieważ mogłyby one zaszkodzić działaniu henny, ja wybrałam odżywkę WAX z firmy Pilomax, gdyż jest ona świetną odżywką i pomoże zachować nasze włosy w dobrym stanie. Henna nałożona bez odżywki na początku spowoduje przesuszenie włosów, dlatego dodanie odżywki jest bardzo korzystne bo wtedy będziecie w stanie rozczesać włosy bez nadmiernego ich szarpania i będą one po prostu odżywione (w końcu będzie ona na naszych włosach ok 3h). Dodatkowo henna ma zapach który odrzuca zwłaszcza na początku, ja po kilku farbowaniach się przyzwyczaiłam, dodanie maski spowoduje ułagodzenie jej zapachu, a w przypadku tej konkretnej maski moja papka nawet mi pachnie ale wiadomo gusta są różne ;)


Ja takiej odżywki dodaję 2 łyżki stołowe, ale każdy niech stosuje wg uznania. 


Po rozmieszaniu możemy zdecydować czy konsystencja nam odpowiada, jeśli jest za gęsta to dodajemy wody, jeśli zbyt rzadka, możemy spróbować dodać więcej henny.


Po wymieszaniu papka powinna być odpowiednio gęsta aby dobrze nakładało się ją na włosy. Mieszanie zwykle zajmuje ok 30 min gdyż należy rozmieszać grudki bardzo dokładnie aby równomiernie pokryć włosy. (Konsystencja na tym zdjęciu jest idealna).

Następnie pojemnik z papką zawijamy folią spożywczą i odstawiamy w ciepłe miejsce na 12h (w sezonie zimowym może być w pobliżu kaloryfera, w letnim po prostu na szafie i zawieszonej półce w kuchni, lub na parapet jeśli jest słoneczny dzień, ja zwykle odstawiam henne na noc więc parapet odpada). Gdy henna nie dostanie odpowiedniej ilości ciepła kolor może nie być tak żywy i nasycony. 


Jeśli zdecydowaliście się na henne, czy też henne z hibiskusem to po ok 12h zdejmujecie folię i zaczynacie proces farbowania, jeśli jednak zdecydowaliście się na użycie indygo to jeszcze musicie je zrobić. Indygo w przeciwieństwie do henny nie musi leżakować przed nałożeniem ;) 
Tuż przed hennowaniem bierzemy więc miseczkę, nalewamy do niej letniej wody i dodajemy indygo (wg uznania, im więcej tym ciemniejszy brąz). 
O indygo słów kilka:
- strasznie śmierdzi - henna przy nim to piękne paryskie perfumy
- dość trudno miesza się go z wodą, ale nie poddajemy się i mieszamy, starajcie się dodać niewiele wody, tak aby nie zaburzyć konsystencji
- staramy się rozmieszać grudki, jednak jest to trudne, spokojnie możecie dokończyć proces po przelaniu do miski z przygotowaną wcześniej henną 



Staramy się jak najdokładniej wymieszać wszystkie składniki, tak aby powstała jednolita papka, na zdjęciu poniżej konsystencja jak na mój gust, jest zbyt rzadka, mój błąd, gdyż dodałam zbyt dużo wody do indygo. Starajcie się nie popełniać tego błędu.


Po wymieszaniu henny z indygo zapach jest niestety zły (zasługa indygo) i nie wydaje mi się aby można się było do tego przyzwyczaić, ale kto wie?

Następnie przechodzimy do nakładania papki na włosy, ale zanim zaczniesz upewnij się, że:
- jesteś w łazience a wokół ciebie nie ma rzeczy które mógłbyś ubrudzić (np. czyste ubrania)
- jesteś w ubraniach do ubrudzenia (nie da się tego uniknąć)
- masz ze sobą henne, folię spożywczą, rękawiczki, czapkę, ręcznik
- szampon oczyszczający stoi blisko ciebie
- nie musisz wychodzić z domu przez najbliższe kilka godzin

A zatem zaczynamy!

Przebieramy się w odpowiednie ubrania, znosimy potrzebne elementy i rozczesujemy włosy dokładnie. Polecam nakładać henne głową w dół, tak najłatwiej uzyskamy dostęp do skóry głowy i całości włosów. 
Pochylamy się więc nad wanną/ brodzikiem w prysznicu i w tej pozycji ponownie dokładnie rozczesujemy włosy, myjemy włosy szamponem oczyszczającym, starannie, nawet dwukrotnie, bardzo uważamy aby ich nie poplątać za bardzo, nie myjemy ich jak na reklamach, tylko jak w salonach fryzjerskich, a zatem najpierw masaż skóry głowy a następnie wmasowanie piany na długości i w końcówki, następnie dokładne spłukujemy włosy. Wyciśnijmy je, tak aby woda z nich nie lała się jednak nie musicie podsuszać ich ręcznikiem, gdy są po prostu wyciśnięte henna rozprowadza się po nich łatwo. 
Kolejnym krokiem jest nakładanie henny (Pamiętamy o rękawiczkach! Nie chcemy mieć żółtych łapek przez tydzień!). Zaczynamy od dokładnego wmasowania henny w skórę głowy (dodatkowy peeling), następnie rozprowadzamy henne po odrostach i na końcówkach, henny ma być na głowie grubo, gęsto. Jeśli będzie jej mało to narażamy się na to, że kolor nie będzie rozłożony równomiernie. Wmasowujemy henne we włosy, aż do momentu poczucia, że wszędzie henna dotarła, na drobne włoski na szyi, za uszami, drobne baby-hair przy grzywce, na końcówki, słowem - wszędzie. Zwijamy włosy w tzw. ślimaczka na czubku głowy prostujemy się i jeśli zadbaliśmy o właściwą konsystencję to powinien się nam utrzymać na głowie bez większych problemów. I zdejmujemy rękawiczki.
Przecieramy papierem/ chusteczką/ wacikiem uszy, czoło, miejsca na ciele na których nie planowaliśmy mieć henny i owijamy głowę folią spożywczą, zadbajcie aby dobrze porywała zarówno przód jak i tył głowy. Następnie spod foli wyciągnijcie uszy, pozostawienie ich pod folią spowoduje bolesny ucisk. Na taką konstrukcję nakładamy cichego bohatera - starą czapkę. Dzięki niej utrzymuje się odpowiednio ciepła temperatura - nasze włosy lepiej wchłoną henne, a do tego wyglądamy bardziej znośnie niż z folią spożywczą na głowie :) 


Pozostaje nam już tylko czekać ok 3h, w tym czasie możecie ugotować sobie coś smacznego do jedzenia, obejrzeć film lub serial, zagrać w grę lub poczytać książkę, cokolwiek na co tylko macie ochotę. Im dłużej henna będzie na głowie, tym trwalszy efekt uzyskamy, minimum moim zdaniem to 2h a optymalna ilość to 3h. Po upłynięciu czasu wracamy do łazienki i spłukujemy wszystko z włosów samą wodą, wszelkie środki myjące będą tylko przeszkodą dla działania henny. Zajmie to chwilę zanim uda się wypłukać wszystko z włosów, jednak staramy się to zrobić naprawdę dokładnie. Nawet gdy wypłuczemy już wszystko to woda nadal będzie mieć pomarańczowy kolor, nie przejmujcie się tym, taki stan rzeczy utrzyma się jeszcze przez kilka myć, henna będzie się wypłukiwać do pewnego pułapu, najważniejsze aby na głowie nie zostało nic z papki. Następnie możecie włosy wysuszyć lub pozostawić do naturalnego wyschnięcia. Przebieramy się dopiero po całkowitym wyschnięciu włosów, mokre pasma na początku plamią na pomarańczowo. A dla poplamionych ubrań nie ma ratunku - to się nie spiera. 
Efekt na początku może być przerażający, gdyż kolor jest jasny i rudy. Będzie się on stopniowo zmieniał w ciągu następnych 48 godzin podczas których nie możemy umyć włosów (no chyba że zdarzy się jakaś katastrofa no to wtedy trudno). Henna utleniając się w tym czasie na włosach będzie ciemnieć i schodzić do naturalniejszych tonów, mniej rudo i trochę ciemniej. Tak jak wspominałam przez kilka pierwszych myć woda będzie pomarańczowa (warto odpuścić sobie basen), a gdy zmokniemy nasze włosy będą wydzielały charakterystyczny hennowy zapach - niezbyt przyjemny, ale spokojnie powtarzam - tylko przez kilka pierwszych myć! Następnie henna wypłukuje się bardzo wolno, wręcz niezauważalnie, zmieniając delikatnie swój kolor. 

Podsumowanie

Efekt farbowania jest bardzo naturalny i trójwymiarowy, ponieważ henna złapie inaczej na pasmach zależnie od tego jakie one są, tak jak na naturalnych włosach, jedne są troszkę ciemniejsze, inne troszkę jaśniejsze. Gdy będziemy kontynuować farbowanie w kolejnych miesiącach kolor będzie ciemniejszy, bardziej nasycony i po prostu piękny! :) Same włosy natomiast będą zachwycać swoim stanem i wyglądem. 

Tak prezentowały się moje włosy tuż przed hennowaniem:
Stosowałam już wtedy dobrą pilęgnację, jednak były one bardzo zniszczone 
po katowaniu ich farbami drogeryjnymi.

Tak prezentowały się moje włosy po pierwszym hennowaniu:
Moje włosy były tu bardzo zniszczone, pofarbowane wcześniej na brązowo farbą drogeryjną, 
jasno-ruda góra to część gdzie miałam już odrost swoich naturalnych włosów,
w rzeczywistości kolor był ciemniejszy a przejście nie tak drastyczne jak na zdjęciu. 
Pod światło widać było przebłyski brązu, na żywo wyglądało to całkiem dobrze.

Moje włosy po wielokrotnym farbowaniu henna + hibiskus:
To zdjęcie bardzo dobrze oddaje kolor,
zaleta robienia zdjęć w świetle dziennym ;)

Moje włosy po wielokrotnym farbowaniu henna + hibiskus + indygo:
Nie mogę znaleźć zdjęcia z tyłu, więc mam nadzieję, że zobaczycie na tym kolor ;)
Był to ciepły dość ciemny brąz z czerwonym połyskiem, pod słońce było widać rudość, 
jednak nie bardzo intensywnie.

Moje włosy po hennnie + więcej hibiskusa (obecne - po ścięciu wszystkiego co kiedykolwiek było dotknięte farbami chemicznymi, stan włosów najlepszy jaki kiedykolwiek miałam)


Niedługo zrobię wpis - recenzję maski od Anwen, postaram się o zamieszczenie zdjęcia moich włosów z tyłu, tak aby widać było dobrze ich długość i stan.

Czy polecam hennowanie? TAK i to bardzo! Ale nie każdemu będzie to odpowiadać, więc zastanówcie się dobrze przed zaczęciem :) Zamieściłam tu bardzo obszerną relację - mam nadzieję, że wytrwaliście i że was nie zanudziłam, jednak chciałam aby było tu kompletnie wszystko czego potrzebujecie.
Czy macie jakieś pytania/ komentarze? Jeśli tak to podzielcie się nimi w komentarzach ;)

Pozdrawiam! :)

niedziela, 30 kwietnia 2017

Dla Splątanych ;)

W końcu czas na wpis, który od dłuższego czasu chodzi mi po głowie a przez wiele lat problem o którym opowiem był dosłownie na mojej głowie ;)
Mowa oczywiście o włosach które się plączą i skutecznie utrudniają życie. Każde czesanie kończy się złamanymi i wyrwanymi włosami. Jeśli dodatkowo uda nam się wysuszyć włosy na skutek złej pielęgnacji i stylizacji to siano-gąbka gotowa i sięgamy po nożyczki i w efekcie nasze włosy nigdy nie osiągają wymarzonej długości, struktury i stanu.
Niestety nie istnieje żadne abra-kadabra i włosy nie będą nagle cudowne ale wytrwałą świadomą pielęgnacją jesteśmy w stanie sprawić że nasze włosięta będą wyglądać tak cudnie jakby zaprzyjaźniona wróżka sypnęła na nie magicznym pyłem ;)
Jest to też początek serii recenzji produktów, więc zapraszam i miłej lektury ;)

Dzisiejsza pielęgnacja jest przeznaczona dla osób borykających się z następującymi problemami:
- spuszenie
- splątanie
- wysuszenie
- przetłuszczanie (spowodowane nadmiernym wysuszeniem skalpu)


PIELĘGNACJA CODZIENNA

Podstawą pielęgnacji jest szampon. Ja osobiście uwielbiam szampony ziołowe, ale tym razem nie one będą na pierwszym planie. Włosy które się plączą najlepiej potraktować silikonami, zazwyczaj nie jestem fanką szamponów z silikonami, jednak czasami stan włosów (zniszczone) lub ograniczony czas, który wymusza na nas użycie tylko szamponu warto wypróbować pewien szampon od Pantene (intensywna regeneracja). Szampon ten dzięki SLS i SLES dokładnie oczyści włosy z nadbudowanych silikonów, czy produktów do stylizacji, jednak dzięki swojemu składowi nie zostawi "gołych" nieosłoniętych niczym włosów. Polecam stosować co jakiś czas (codziennie w przypadku włosów bardzo zniszczonych), ale do codziennej pielęgnacji (włosy których kondycja już się poprawiła) raczej wybrałabym szampon ziołowy lub po prostu łagodny.



Skład sprawdzony, dość mocno myjący szampon,
nie zawiera alkoholu jak inne wersje z tej linii,
(przy zakupie zwróćcie uwagę czy jest napisane intensywna regeneracja). 
Koszt kilkanaście złotych.


Kolejnym ważnym punktem w pielęgnacji naszych plątliwych włosków jest odpowiednia odżywka nawilżająca i dociążająca. Tu zaproponuję wam moje nowe odkrycie, maska zakupiona w Naturze stosowana po każdym myciu jako odżywka (stosuję odżywki w systemie zamiennym co tydzień inna). Jeśli macie problem z klapniętymi włosami to radziłabym ostrożność, jednak jeśli wasze włosy cierpią na spuszenie, splątanie, wysuszenie lub nawet na przetłuszczanie (spowodowane nadmiernym wysuszeniem skalpu) to ta odżywka może się okazać waszym najlepszym przyjacielem :)



Sympatyczny skład pełen nawilżających ekstraktów
i nie zawierający złych alkoholi :) 
Koszt kilkanaście złotych.


Jednym z moich największych grzechów włosowych jest czesanie włosów gdy są jeszcze mokre, gdy tego nie zrobię układają się dziwnie. Staram się minimalizować zniszczenia korzystając z odżywek w sprayu bez spłukiwania do rozczesywania włosów. Zdecydowanie nie zalecam czesania mokrych włosów, jednak polecam stosowanie na dosychające włosy sprey'ów aby czesanie było przyjemniejsze, nie niszczyło tak bardzo włosów i szczotka gładko sunęła po włosach. 



To odżywka którą używam obecnie, znowu sympatyczny
skład pełny nawilżaczy, silikonów i pozbawiony szkodliwego alkoholu.
Koszt ok 10 zł.

Ostatnim punktem jest zabezpieczenie włosów olejkami, które w największym stopniu opierają się na silkikonach i to jest ich siła. Włosy są gładkie, czesanie przebiega gładko, uszkodzenia mechaniczne (takie jak przycięcie włosów zamkiem od kurtki czy bluzy, lub przytrzaśnięcie ich paskiem torby czy plecaka) nie są tak bardzo niszczące dzięki warstwie ochronnej. Lubię myśleć o tym produkcie jako ochraniaczu na włosy i nawet gdy bardzo się śpieszę i używam tylko szamponu staram się znaleźć te dwie minutki na roztarcie kropelki tego specyfiku na końcówki (w szczególności) i na długość włosów (unikamy działania przy skalpie -> będzie obciążać). 



Zamieszczam tu używany przeze mnie olejek ARGANOIL zakupiony za 5-6 zł
w Biedronce o sensownym składzie w tym typie produktów
(dużo silikonów, troszkę oleju i brak alkoholu).


PIELĘGNACJA COTYGODNIOWA


Olejowanie jest moim zdaniem świetnym pomysłem gdy nasze włosy są splątane, jednak jest jedno ale. Niezwykle istotne jest aby olejować takim olejem z którym nasze włosy się "polubią". Z włosami jak z ludźmi, tak do siebie podobni a tak różni. Olej który używa przyjaciółka i twierdzi, że jej włosy nigdy nie były w tak dobrej kondycji na głowie, drugiej może skończyć się smutnymi rozdwojonymi końcówkami. Gdy włosy kiepsko reagują na olej widzimy to od razu:
- przesuszenie
- rozdwojone końce
- spuszenie
- wzmocnione przetłuszczanie
- i pewnie wiele innych, obserwujcie swoje włosy a zawsze będziecie wiedzieć gdy coś im nie służy.

Zachęcam do kupowania olejów z koleżankami, jak jednej coś nie będzie pasowało to zawsze można się wymienić i wypróbować innych rzeczy nie kupując od razu całej butelki ;)
Z moich obserwacji wynika, że olejowanie raz na tydzień jest najbardziej optymalne. Moje włosy dobrze czują się naolejowane na noc i umyte następnego dnia, jednak wiem, że nie dla wszystkich włosów tak długa ekspozycja będzie miała pozytywne skutki, dlatego jeszcze raz namawiam do obserwacji swoich włosów oraz do eksperymentowania ;) 
Pokazywałam już buteleczke z pipetą, która jest naprawdę niezastąpiona jak chodzi o dokładne pokrycie włosów, jednak wygodnym rozwiązaniem jest również olejek w buteleczce z pompką. Nie mamy ochoty tracić czasu na żmudne pokrywanie włosów olejem, nabieramy 1-2 pompki i wcieramy na długość i na końce włosów. Cała procedura zajmuje ok 2 min.



Zakupiony za 5-6 zł w Biedronce, polecam dla włosomaniaków,
którym wiecznie brakuje czasu ;)


Maska o naprawdę dobrym składzie, cudownym działaniu. Bomba witaminowa, która sprawia, że nasze włosy czują się dopieszczone w każdym calu. Każda włosomaniaczka w końcu znajduje taką maskę bez której nie wyobraża sobie życia i to jest właśnie czas dla niej, ten jeden dzień w tygodniu. Nakładamy ją na włosy i trzymamy nawet do godziny (często producent zamieszcza informację o trzymaniu takiej maski na włosach przez 3 min. i muszę prosić o zignorowanie tego czasu, im dłużej nasza maska spędzi na naszych włosach tym lepiej dla nich). Bardzo dobrze gdy posiadamy czepek (termocap) pod którym odpowiednia temperatura sprawia że nasze łuski się rozchylają i składniki z maski mogą swobodnie przedostać się do struktury włosa. Po takim zabiegu należy jak zawsze spłukać włosy letnią wodą aby łuski odpowiednio domknąć. 



Moja ulubiona maska, zawsze dodawana do henny.
Polecam każdemu (jest też wersja dla blondynek).
Koszt kilkadziesiąt złotych, do kupienia w aptece.

Powyżej zamieściłam kompletną pielęgnację dla włosów spuszonych, splątanych, wysuszonych i przetłuszczonych, o ile wynika ona z nadmiernego przesuszenia, czy też wydzielania zbyt małej ilości sebum. Jest to moja własna kompozycja, która sprawdza się na moich włosach, jednak nie ma gwarancji, że sprawdzi się również na waszych. Uważam, że warto próbować nowych produktów i eksperymentować aby znaleźć produkty idealnie dopasowane do nas. Należy pamiętać, że wraz ze świadomą, dobrze dobraną pielęgnacją kondycja włosów będzie się poprawiać, a więc po pewnym czasie okazać się może, że potrzebne są nam kosmetyki o innej specyfice, innym przeznaczeniu. Mam zasadę, że gdy świetny kosmetyk się skończy, nie kupuję od razu tego samego ale wypróbowuję inny, lub sięgam po inny sprawdzony, pamiętając o tym, że włosy aby były piękne potrzebują wielu składników, a stosując kosmetyki zamiennie zwiększam prawdopodobieństwo dostarczenia im wszystkiego co potrzebują. 

Efekty pielęgnacji:
- Dociążenie (włos jest cięższy przez wypełnienie ubytków keratynowych oraz nawilżenie. Denerwujące, odstające włoski na długości pod wpływem swojego ciężaru kładą się potulnie a nasza fryzura zyskuje schludny wygląd).
- Nawilżenie
- Włosy są bardziej proste (ciężar + uzupełnienie ubytków keratynowych)
- Łatwiejsze w rozczesywaniu
- Wygładzenie
- Mniejsze elektryzowanie się

Stosowaliście któryś z tych kosmetyków, a może jakieś polecacie? Wypowiedzcie się, niech nasza wiedza rośnie ;)
Macie jakieś pytania? Chętnie odpowiem ;)

Pozdrawiam!




wtorek, 7 marca 2017

I ty Kallosie przeciwko mnie?


Piszę w końcu post do którego zbierałam się od dawna, trzeba w końcu powiedzieć to głośno - producenci kosmetyków (do włosów i nie tylko) chwalą się na przedzie opakowania np brakiem silikonów albo zawartością drogich olejów i innych cudownych rzeczy. Początkująca osoba w temacie włosomaniactwa po prostu weźmie to "cudo" z pułki i z najwyższą przyjemnością będzie używać produktu, który może wcale nie być tak dobry jak na pierwszy rzut oka może się wydawać. 
O jakim zagrożeniu skrytym w składzie mowa? Oczywiście o alkoholach, które mają działanie wysuszające. 
Nie po to nawilżamy, olejujemy, dbamy a nawet czeszemy włosy delikatnymi szczotkami, aby zawarte w tak wielu produktach alkohole udaremniały całą robotę. Musimy pamiętać, że włos wysuszony to włos który szybciej się rozdwaja, łamie i robi się matowy, czyli przeciwieństwo tego co chcemy osiągnąć :)
Zwykle na blogach, filmikach i innych włosowych stronach wypisuje się absolutnie wszystkie rodzaje alkoholi, te dobre alkohole tłuszczowe i te złe wysuszające, jednak postanowiłam tego wam oszczędzić i wypisać te wysuszające, które dodawane są najczęściej i gdy nie chce nam się studiować dokładnie składnik po składniku możemy po prostu wyszukać wzrokiem tego co chcemy unikać a są to:

- Alcohol Denat
- Benzyl Alcohol
- Isopropyl Alcohol
- Ethanol Alcohol 

Przestrzegam jednak przed paniką za każdym razem gdy w składzie zobaczymy wyraz Alcohol gdyż tak jak wspomniałam wyżej istnieją też alkohole tłuszczowe, które dobrze działają na włosy, skórę itd. przykładem takiego alkoholu jest Cetearyl Alcohol, którego znajdziecie praktycznie wszędzie i nie należy się go i jego podobnych obawiać :)

Do napisania tego posta nakłoniła mnie jakiś czas temu sytuacja w której chciałam jak zwykle wziąć z pułki zaufanego Kallosa ale postanowiłam zerknąć na skład i po chwili brałam do ręki każdego Kallosa jakim dysponował ten punkt Hebe i byłam w szoku nie znalazłam żadnego bez Benzyl Alcohol w składzie.


Benzyl Alcohol 3 od końca w składzie


Po pierwszej fali przerażenia gdzieś pojawił się ten głosik rozsądku, że przecież jest on na 3 od końca miejscu w składzie i że nie może tego być wiele w produkcie, jednak wolałabym gdyby nie było go wcale. Proponuję wam przyjrzeć się składom waszych produktów do włosów i jeśli mają w sobie wyżej wymienione i wytłuszczone nazwy to zastanowić się czy warto kupić ten produkt ponownie. Bo nie namawiam do wyrzucenia nagle wszystkiego do kosza, raczej zużyć to co macie i następnie skusić się na ciekawszą propozycję a mamy ich na rynku wiele! :) 

W najbliższej przyszłości planuję porobić recenzje produktów do włosów (wraz z analizą składu) abyście wiedzieli jakie produkty warto wypróbować :)

Jeśli macie jakieś pytania czy propozycje produktów do testów śmiało piszcie, na pewno odpiszę! :)

Pozdrawiam! 

środa, 25 stycznia 2017

Drożdżowe Love



Pijemy drożdże na porost i wypadanie


Jak pewnie większość z was wie jest wiele zalet picia drożdży. Jednak dla tych, którzy ich nie znają, są to takie działania jak:
- zminimalizowanie wypadania
- wysyp baby hair 
- wzmocnienie włosów (rosną jakościowo lepsze)
- szybszy porost

Pomimo opisywania działania drożdży i wielu instrukcjach obsługi nadal część osób sporządza drożdżową miksturę w sposób niepoprawny co niestety daje odwrotny efekt poprzez zamiast uzupełnienie witamin to ich usunięcie z organizmu. Należy pamiętać że drożdże są bardzo aktywne i aby działały tak jak chcemy należy najpierw je zabić. Jak poprawnie przygotować drożdże do spożycia aby dobrze działały na włosy, dowiecie się poniżej. 

Ale zanim zacznie się terapię drożdżową należy wiedzieć kilka rzeczy:
- przyśpieszamy porost włosów na całym ciele, nie tylko na głowie!
- ważna jest systematyczność, bez systematyczności nie ma efektów!
- dobrze jest stosować system 3/1 - 3 tygodnie pijemy, tydzień przerwy i znowu.
- jeśli farbujecie włosy musicie się przygotować na częstsze farbowanie - bo efekty są i odrost staje się szybko widoczny.
- drożdże muszą być zabite wrzątkiem aby dobrze działały a nie szkodziły.
- drożdże mają paskudny smak, znam jednak ze 2 osoby którym z marszu zasmakowały (dziwne mocno). Jednak z doświadczenia wiem że większość osób jest w stanie się do niego przyzwyczaić :)
- drożdże oddziałują nie tylko na włosy ale też skórę i paznokcie i o ile szybszy porost paznokci raczej nie będzie nikomu przeszkadzał, tak początkowe oczyszczenie skóry (wyrzucenie wszystkiego ze środka = wysyp) już może być problematyczne. Naturalnie w dłuższej perspektywie skóra powinna prezentować się dobrze ale jednak początki mogą być trudne :)

Czy opłaca się stosować drożdże? Zdecydowanie tak, tak dużo korzyści za tak małą cenę! Nie jest znowu tak dużo tak tanich rozwiązań w dodatku tak łatwych w przygotowaniu, nic nie trzeba mielić, zostawiać do leżakowania na kilka godzin ani innych czasochłonnych lub trudnych czynności. 

Już przekonani? Bo ja na pewno, już od dzisiaj zaczynam pić drożdże i mam zamiar udokumentować jakie efekty udało mi się osiągnąć, oczywiście będę prowadzić pomiar pasemka kontrolnego bo przyrost zwykle interesuje wszystkich najbardziej ;)
Zwrócę też szczególną uwagę na wypadanie z którym zmagam się od dłuższego czasu.

A teraz arcyprosta receptura, wytłumaczę bardzo łopatologicznie aby nikt nie miał wątpliwości, jednak jeśli pojawią się pytania chętnie na nie odpowiem :)

~ Procedura:

1. Kupienie drożdży, dostaniecie je w każdym sklepie i są ultra tanie :) 

Zwykłe drożdże piekarskie

2. Pokrojenie drożdży na porcje (pierwsze opakowanie kroję na 8 części aby powstrzymać nasilenie skutków ubocznych (wysyp), potem na 6 części przez całą kurację.

Na tym zdjęciu wyglądają trochę jak czekolada,
ale nie dajcie się zwieść :D

Jedną kosteczkę (na początku 1/8 potem 1/6) wkładamy do kubka/ szklanki, nie za duże, do 250 ml ;) Gdy dzielimy na 1/6 pijemy rano i wieczorem, jeśli chcemy pić raz dziennie to 1/4 lub 1/3 kostki :)


Taką kosteczkę zalewamy wrzątkiem (im więcej płynu tym mniej intensywny bardziej znośny smak, im mniej płynu tym szybciej to przełkniecie). To musi być wrzątek aby mieć pewność, że drożdże zostały zabite. 

Pamiętajcie o dobrym wymieszaniu,
nie może być żadnych grudek!

Drożdże po zalaniu wrzątkiem zostawiamy do ostygnięcia aż zrobią się letnie lub wręcz zimne. Wtedy mają mniej intensywny smak i są łatwiejsze do zaaplikowania (wypicia) ;)

Zapraszam wszystkich chętnych do picia ich razem ze mną, jeśli zdecydujecie się to robić i mierzyć swoje efekty, chętnie umieszczę je na blogu :)

Pasemko kontrolne: 26.01.2017 - 26 cm.

Pozdrawiam!



wtorek, 13 grudnia 2016

Duet do zadań specjalnych


Aloes i Argan w jednym stały domku...




Ostatnio zamówiłam olej arganowy i ekstrakt z aloesu aby wypróbować ich działanie na włosach. Zakupiłam je w sklepie e-naturalne.pl.
Po odkręceniu oleju arganowego zalał mnie straszny zapach, najbardziej przypominał mi dziwny zapach orzechów i niestety kozich odchodów. Z opisu możecie wnioskować, że przyjemny zapach to nie jest :) Jednak zapach ten, chociaż okropny daje mi pewność, że w istocie jest to olej arganowy, oraz że nikt nie potraktował go wysoką temperaturą dla zabicia zapachu, co naturalnie zabrałoby wszystkie fajne właściwości dla których kupujemy ten nie najtańszy w końcu olej :)
Stężony aloes (10:1) natomiast pachniał apteką w starym wydaniu, mój nos nie był zachwycony takimi aromatami :)
Niezrażona zapachami naolejowałam włosy od ucha po końce olejem arganowym i zaplotłam je w warkocze i zostawiłam na noc. Włosy nasączone olejem śmierdziały okrutnie, jednak zaśnięcie w otoczeniu tego zapachu nie sprawiło mi problemów, nos przyzwyczaił się i o ile nie zbliżałam warkoczy do niego to nie odczuwałam dyskomfortu związanego z nieprzyjemnym zapaszkiem. 



Aplikacja była łatwa dzięki opakowaniu, buteleczka z nakrętką, która jest jednocześnie pipetą - prawdziwe niebo! Nie chce już olei bez takiego opakowania, zupełnie inny komfort olejowania! :)


Następnego dnia z pewnym przerażeniem zdałam sobie sprawę, że włosy nadal nie wytraciły zapachu, obawiałam się, że włosy przesiąkną tym zapachem. 
Natychmiast rzuciłam się by umyć moje włosy szamponem ziołowym i do odżywki dodałam kilka kropel wyżej wymienionego ekstraktu z aloesu.
Włosy jak (prawie) zawsze wyschły same i efekty były spektakularne, (co widać na zdjęciu zamieszczonym poniżej). Włosy były wybłyszczone, elastyczne, nawilżone i prezentowały się naprawdę dobrze.




Włosy nie elektryzowały się, nie puszyły, były odpowiednio dociążone. Moje "końcówki" a dokładnie mówiąc 12 cm rozdwojonych, przesuszonych i pamiętających rozjaśnianie włosów, po zastosowaniu takiej pielęgnacji włosy wyglądały tak jakby nie były zniszczone, może być to opcja dla tych osób, które nie chcą ścinać zniszczonych włosów a jakoś rozczesywać je trzeba :)
Jednak ja uważam że mocno zniszczone włosy należy ściąć i tak też zrobiłam ja, uznałam, że dość już maskowania ich stanu i czas obciąć końce nie do odratowania. Skupić się na pielęgnacji pozostałych i zacząć stosować produkty na porost włosów. Czaję się teraz na szampon i maskę z kapsaicyną (z ostrych papryczek). Tymczasem postanowiłam zadbać też o suplementy i kupiłam calcium pantothenicum na porost i ograniczenie wypadania (z którym od miesięcy mam spory problem). Zobaczymy jakie będą efekty :)


Calcium pantotenikum to witaminka B5 która bierze udział w regeneracji i procesach wzrostowych organizmu. Lepsze mają być po nim włosy, paznokcie i skóra. 


Moje włosy po podcięciu prezentują się tak:



Jak się zapatrujecie na ten duet - argan i aloes? Macie ochotę spróbować? Napiszcie koniecznie swoje zdanie i ewentualne pytania w komentarzu :)

Pozdrawiam :)



piątek, 20 maja 2016

Włosowa aktualizacja :)

CHAOTYCZNA PIELĘGNACJA


Od dwóch miesięcy robię sporo aby zwiększyć porost moich włosów. Zaczęłam od siemienia lnianego i na początku szło mi nieźle później jednak systematyczność odeszła w zapomnienie. Często nakładałam różne maski i odżywki na dłuższy czas a kilkukrotnie dodałam do nich troszkę oleju rycynowego. Dodatkowo miałam w tym czasie 2 farbowania henną i raz nałożyłam wcierkę z Green Pharmacy - Olejek łopianowy z czerwoną papryką. 
Niestety moje włosy ogłosiły mi bunt i zaczęły wypadać i to w sporych ilościach. Raczej był to efekt naturalny jednak nie mogę wykluczyć czynników zewnętrznych. Wtedy właśnie postanowiłam użyć oleju rycynowego (dodawanego kilka kropel do maski) i muszę przyznać, że ogarnął wypadanie w dużym stopniu. Jednak postanowiłam na jakiś czas zrezygnować z polepszaczy porostu, może z wyjątkiem oleju rycynowego. Piłam też skrzyp, choć znowu nieregularnie.
Jednak moim włosom od wszystkiego co napisałam wyżej polepszyło się zdecydowanie, np. te krótkie włoski opadające na szyję urosły mi do 20 cm (najkrótsze) - 28 cm (najdłuższe). Są zdecydowanie cieńsze od reszty i mające więcej skrętu ale myślę, że przy dalszej dobrej pielęgnacji będzie z nimi lepiej. 
Wcześniej w obwodzie w kucu miały 6,3 cm, teraz 6,7 cm. Więc ewidentnie widać, że zastosowanie polepszaczy porostu było skuteczne. Moje pasemko kontrolne było kiedyś pasmem włosów niewiele nad szyją i niestety pasemko to zgubiło się w nowych włosach (czy też raczej ich wyspie). Trudno więc jest ocenić ile faktycznie moje włosy urosły. Kiedy znalazłam je w końcu po zmierzeniu okazało się że ma 30 cm. Więc moje włosy urosły ok 3 cm w 2 miesiące. Oznacza to że zwiększyłam porost swoich włosów z 1 cm na miesiąc na 1,5 cm jeśli chodzi o włosy które już były długie i to przy braku systematycznego stosowania określonych produktów. Natomiast te przy szyi urosły naprawdę dużo, niestety nie zmierzyłam ich wcześniej więc nie wiem dokładnie ile.
Dodatkowo moje włosy wyglądają bardzo dobrze i zdrowo. Na dowód ich zdjęcie, które zostało wykonane w świetle dziennym, więc kolor nie jest przekłamany i możecie zobaczyć jak wygląda efekt zmieszania henny z hibiskusem.



Podsumowując:
1. Siemie lniane - wydaje się dobrym pomysłem o ile jesteście w stanie je zjeść w jakiejś formie, u mnie po pewnym czasie patrzeć na to nie mogłam, choć nadal mam nadzieję spróbować dodać go choć troszeczkę do porannej owsianki
2. Olej rycynowy - opanował wypadanie i zdecydowanie pozytywnie wpływał na skórę głowy i włosy - mam zamiar nadal stosować go co tydzień dodanego do maski.
3. Wcierki - mam zamiar zmusić się do regularnego ich stosowania, wiem że działają (choć u każdego inaczej). Tylko trzeba wyrobić sobie nawyk, dwa razy na miesiąc nie rozwiązuje sprawy.
4. Maski i odżywki na dłuższą ilość czasu (chociaż na pół godziny) - sprawiają, że włosy są po prostu w dobrym stanie i możemy zapuszczać je bez strachu, że zaraz będziemy musiały podciąć wszystko co udało się zapuścić bo końcówki w agonalnym stanie ;)
5. Picie skrzypu - świetne, nie dość że herbatka dobra w smaku to jeszcze z każdym łykiem robi coś dla włosów, skóry i paznokci; warto pić skrzyp i pokrzywę. na zmianę. Zdecydowanie wprowadzę te dwie herbatki na stałe. 
Kiedy patrzycie na pielęgnacje którą uskuteczniałam przez ostatnie 2 miesiące to widzicie, że jest bardzo chaotyczna i brak w niej systematyczności, która przecież niezbędna powinna być do tego aby mieć jakiekolwiek rezultaty. I oczywiście regularne stosowanie produktów zapewni nam o wiele lepsze efekty, jednak takie chaotyczne również może coś dać i powolutku wdrażać można niektóre elementy do normalnej pielęgnacji. Tak że nawet nie zauważymy kiedy, tak jak nie zastanawiamy się nad tym, że trzeba użyć szamponu, tak i pewnego dnia po prostu wypijemy skrzyp czy wetrzemy wcierkę bez zastanawiania się. 
Ten wpis jest specjalnie dla wszystkich tych którzy żyją w biegu (tak jak i mi się zdarza) i nie podejmują pielęgnacji włosów gdyż uznają że skoro brak regularności to brak efektów to nie warto nawet zaczynać, i marzą tylko o pięknych włosach. Ja wam mówię że warto i mam nadzieję, że kogoś tym zainspiruję i więcej włosów będzie pięknych i więcej was drodzy czytelnicy będzie cieszyło się wspaniałym stanem swoich włosów.


Pozdrawiam :)

czwartek, 31 marca 2016

Krótkie Cięcie!

Kiedy obcinać włosy jak nie wiosną?

Roślinki wypuszczają młode, zieloniutkie pędy, wszystko budzi się do życia i zaczyna wyglądać pięknie po zimowych szarościach. Zakładam, że każdemu zdarza się taki moment, że chcemy coś zmienić, wprowadzić trochę świeżości i najczęściej pada na włosy.
Po pierwsze apeluje aby nie zrobić sobie krzywdy i dla kaprysu ściąć efekty np. trzyletniego zapuszczania a potem płacz i oczekiwanie, że włosy magicznie odrosną w tydzień, bo to tak po prostu nie działa. Jednak wiadomo czego byśmy ze swoimi włosami nie robiły i tak w efekcie końcówki rozdwoją się i wręcz należy wtedy udać się do fryzjera aby pęknięcia z końców nie przeszły w górę włosów i powodowały rozliczne tragedie na całej długości. 
Naprawdę chłosta dla każdego kto uskutecznia długość kosztem jakości! Włosy poszarpane i zniszczone wyglądają nieestetycznie oraz zdecydowanie jedynie przeszkadzają w otrzymaniu pięknych długich włosów. 
Moim zdaniem każdy na włosach powinien mieć to co mu się podoba, czy jest to długa czy krótka fryzurka. Zdecydowanie lepszą opcją są włosy krótsze i zdrowe od tych długich, których czasy świetności dawno już minęły. Jak wszyscy (mam nadzieję) wiemy, istnieje wiele sposobów aby włosy dłużej cieszyły się dobrym stanem i wyglądem, jednak  nic nie uchroni nas od obcięcia zniszczonych końców co jakiś czas. 
Włosy krótkie, mogą pomóc w nadaniu nam dynamicznego wyglądu i żywotności, dzieje się tak chociażby dlatego że włosy takie znacznie odbijają się od skóry głowy. Krótkie włoski są również dużo łatwiejsze w myciu i nakładaniu różnych specyfików zarówno na długość jak i na skórę głowy, nie zapominając o tym że twarz wygląda na pełniejszą (uwaga: u niektórych osób zaowocuje to tym że twarz będzie wyglądała na grubszą). 
Jednak nie wolno zapominać o wadach, skrócone włosy to często włosy falujące się, a nie każdy skręty jak wiadomo lubi i niestety może się to skończyć wzmożonym korzystaniem z prostownicy, która jak wiadomo czyni straszliwe spustoszenie na włosach, w ogóle wbrew pozorom może być więcej problemów ze stylizacją gdyż stać mogą się niesforne i powyginane w niepożądane strony.
Decyzja o drastycznym ścięciu włosów zdecydowanie jest tą, którą nie powinno się podejmować pod wpływem chwilowego kaprysu, warto się zastanowić czy oby na pewno jest to najlepsza dla nas opcja. 
Więc na pytanie: ścinać czy nie ścinać?
Odpowiadam: ścinać ale z głową.
Jakieś pytania? Śmiało piszcie w komentarzu, na pewno odpowiem!